Kategorie: Wszystkie | teksty | video
RSS
środa, 15 lutego 2012

Oglądam, czytam i oczom nie wierzę. Czegoś takiego chyba jeszcze nie widziałem, dziennikarze, blogerzy, kibice w komentarzach na forach, Facebooku i Twitterze, wszyscy zainteresowani sportem znaleźli wspólnego wroga i włączyli się do radosnej nagonki. Minister Joanna Mucha musi odejść! Czy jest najgorszym z ministrów w rządzie Tuska? Czy jest szkodnikiem w ministerstwie sportu? Co w zasadzie można jej zarzucić? Ja nie wiem, dlatego przerywam blogowe milczenie. Żeby się zapytać.

Jedna odpowiedź jest co prawda oczywista. Można się czepić PR-u, bo PR faktycznie minister Mucha ma tragiczny. Tu mamy wpadkę za wpadką. Wyznania o ignorancji, wielotygodniowe milczenie, niesławne pytanie o Superpuchar, dzisiejsza wpadka z trzecią ligą hokeja. No po prostu horror. Tak źle prowadzonej komunikacji z obywatelami nie widziałem… chciałbym powiedzieć, że od dawna, ale to nie prawda. W zasadzie od czasów ministra Grabarczyka (który wybudował najwięcej kilometrów autostrad w historii, a opuszczał ministerstwo w niesławie).

Tylko czy to znaczy, że minister należy się od razu dymisja? Większość z uczestników tejże nagonki z pewnością mogłaby się zgodzić z tezą (część ją zresztą sama formułowała), że największą tragedią rządów Donalda Tuska jest to, że zajmuje się PR-em i słupkami poparcia, a nie robieniem polityki. Więc skoro ten PR jest taki zły i szkodliwy, to dlaczego teraz nienawidzi się Muchy za to, że PR ma w poważaniu? Jest w tym chyba jakaś niekonsekwencja.

Bo jeśli idzie o argumenty cięższe, to szału nie ma. Co konkretnie zawaliła minister Mucha? Opóźnienia w odbiorze Stadionu Narodowego? Przecież nie za jej kadencji go budowano. Odprawa dla pana Kaplera? Przecież nie ona podpisywała z nim kontrakt. No więc co? Jak się wzywa do dymisji, trzeba podać jakieś powody.

Owszem, fajnie by było, gdyby minister sportu i turystki wiedział, dlaczego Legia i Wisła mają grać ze sobą na neutralnym gruncie. Być może miło by było, gdyby wiedział, ile mamy lig hokeja, ale też nie oszukujmy się, hokej jest w Polsce dyscypliną niszową i większość dziennikarzy sportowych by na takie pytanie "z marszu" odpowiedzieć nie potrafiło. Owszem, dużo lepiej by było, gdyby Joanna Mucha odważyła się przyznać do niewiedzy w dzisiejszym wywiadzie Konrada Piaseckiego, ale po takiej nagonce... no ja się nie dziwię, że wolała się przykryć jakimiś ogólnikami o planach ratowania dyscypliny, które podobno powstają. Na marginesie - większość serwisów nie raczyła podać tej części wywiadu w całości. A szkoda, z tym uciętym zdaniem minister, całość nabrała jednak trochę innego wymiaru. Nie ma to jak rzetelność.

Swoją drogą, co jest naprawdę ważne, to to, żeby te plany powstały, żeby ktoś z ludzi w ministerstwie, we współpracy ze Związkiem, jest stworzył. I za to w przyszłości należy rozliczyć minister, a nie za brak wiedzy o nieistotnym z jej punktu widzenia szczególe. Bo minister sportu nie musi być kibicem i znawcą sportu. Musi być politykiem, który we współpracy z trudnymi partnerami, NIEZALEŻNYMI związkami sportowymi zrobi coś dobrego.

O tej niezależności też się często zapomina. Ministerstwo Sportu i Turystyki nie „rządzi” polskim sportem. Nie jest za niego odpowiedzialne w takim stopniu, jak na przykład MEN jest odpowiedzialny za szkolnictwo. Ale tego to chyba kibicom zaprawionym w bojach z PZPN nie trzeba przypominać.

Dajmy Joannie Musze czas. Nie jest kibicem i nie zna się na sporcie, cóż z tego? Nie zdążyła jeszcze zrobić nic złego. Ministrowie Drzewiecki i Lipiec byli kibicami jak się patrzy, a z resortu zostali przegonieni w atmosferach skandalu, nie zostawiając po sobie wielu rzeczy godnych uwagi. Czy Mucha będzie inna? Tego nie wiem. Oczywiście, że może okazać się porażką. Ale dopiero może. Póki co jest chyba za wcześnie na dymisje.



sobota, 03 grudnia 2011

Czy jest jakiś lepszy powód, by wrócić do blogowania, niż losowanie grup polsko-ukraińskiego Euro? Oby nie. Świetną robotę wykonała wczoraj ekipa Sport.pl - format całodniowej relacji na żywo, który tak dobrze sprawdził się na portalu Wybory2011 zadziałał także i tu. Całodniowy stream informacyjny miał kilka istotnych zalet, z których najciekawszą według mnie było to, że pozwolił na bardzo łatwą ocenę stosunku rodzimych sportowych elit do tegoż losowania. Stosunek - powiedziałbym od umiarkowanego zachwytu, do buńczucznego przyglądania się potencjalnym rywalom ćwierćfinałowym.

Na jakiej podstawie ktokolwiek mógłby powiedzieć (pytanie np. do Jerzego Dudka, który jednak raczej na tego bloga nie zagląda), że brak awansu będzie wstydem, dramatem i hańbą, tego nie wiem. Może ranking tak podpowiada? Może wyniki meczów naszych i naszych rywali, ot powiedzmy z dwóch ostatnich lat? Może wyniki naszej czwórki na wielkich turniejach ostatniej dekady? Nie wiem, naprawdę nie wiem, ale zostawmy ten temat, bo chciałem trochę o czym innym.

Zastanawiam się dlaczego większość opinii publicznej tak jednoznacznie i natychmiastowo okrzyknęła mianem grupy śmierci, grupę B? Jakie kryteria w ocenie śmierciowatości grupy można przyjąć? Ja stawiam na starą dobrą cioteczkę wiki, która podaje co następuje:

wyrażenie z zakresu terminologii sportowej, stosowane na oznaczenie sytuacji, w której uczestnicy turnieju lub jego etapu rozgrywanego systemem grupowym (ligowym) prezentują podobny, wysoki poziom i każdy z nich może być upatrywany w roli faworyta grupy. Pomimo tego, zgodnie z regulaminem część z nich będzie musiała odpaść z rozgrywek na tym etapie i stąd właśnie pochodzi owa nazwa.

Jeżeli przyjmiemy, że kluczową kwestią jest równość poziomów (zakładamy, że pewną brzegową wysokość owego poziomu spełnia wyselekcjonowane w eliminacjach wszystkie 14 drużyn Euro, a gospodarzom pomogą kibice i pewne niuanse organizacyjne) możemy z łatwością dostrzec, że o żadnej równości w grupie B nie może być mowy. Trzeźwo patrzą na to Duńczycy, którzy wprost oznajmili, że mieli przed losowaniem pewne nadzieje, które teraz legły w gruzach. Duńczycy! A co mogą powiedzieć Portugalczycy, którzy ze Skandynawami przegrali zmagania w grupie eliminacyjnej, a awansie wydatnie pomogła im czerwona kartka jednego z Bośniaków? Moim zdaniem, każde rozstrzygnięcie inne niż awans Niemiec i Holandii będzie sensacją. Przypomnijcie sobie wymienianych przed powiedzmy tygodniem faworytów Euro. Jednym tchem można było wyrecytować: Hiszpania, Holandia, Niemcy. Później przepaść i może jakaś Anglia, Francja. A teraz raptem grupa śmierci? Wolne żarty.

To już ciekawsza jest Grupa D - tam nieprzewidywalni Francuzi powalczą z pozbawionymi jedynej wielkiej gwiazdy Anglikami, solidnymi Szwedami i anonimowymi dla wszystkich Ukraińcami. Może powinniśmy powstrzymać manię narracyjności i terminem "grupa śmierci" nie szafować?

sobota, 01 października 2011

Kasy biletowe Legii

W dzisiejszej GW ukazał się tekst pana Błońskiego traktujący o problemie niskiej frekwencji na zbliżającym się wielkimi krokami klasyku ostatnich lat - meczu Legia - Wisła. I wszystko w tym tekście byłoby fajnie, gdy nie jeden karygodny błąd autora, który, choć pojedynczy, wypacza całą resztę.

Zgadzam się co do słabego poziomu sportowego, braku należytej promocji, stopniowemu odpolszczaniu czołowych drużyn, problemu z identyfikacją z Ljuboją czy Jaliensem. It's all true. Sad but true. Ale, myślę, żadna z tych rzeczy nie byłaby bardzo istotna, gdyby ceny biletów na Legię nie były tak absurdalnie wysokie.

Najtańsze bilety na niedzielny mecz kosztują 27 zł - na sektor rodzinny. Inne kosztują 50, 70, 90, 110 i 130 zł. Zniżki mają seniorzy (50 procent), kobiety (30) oraz studenci i uczniowie (20).

Pan Błoński tyle tylko napisał o cenach. Zaraz później Grzegorz Mielcarski opowiada:

Poprawiła się jakość obiektów, ale zwykli ludzie wciąż boją się iść na mecz.

I artykuł przechodzi płynnie do problemów kibolstwa. WRÓC! Naprawdę tak trudno zauważyć, że 110 i 130 złotych to jest zdecydowanie za dużo, jak na taką jakość usługi? Naprawdę tak trudno zauważyć, że wejściówek na nową "Żyletę" brakuje już kilka dni przed meczem? Nie, nie dlatego, że tylu "kiboli" ma Legia. Dlatego, że te bilety są tanie. I chętnie kupują je ludzie, którzy na co dzień z ruchem ultrasowskim mają mało wspólnego, a nawet nic. Studenci, licealiści, młodzi na dorobku czy emeryci. Wątpię, żeby dało się ich znaleźć wśród chuliganów i ustawkowiczów.

Jestem przekonany, że gdyby bilety na trybuny boczne kosztowały około 25 złotych, a przeciętna cena biletów na trybunach długich oscylowała w okolicach 70 - Legia regularnie przekraczała by 25 tysięcy frekwencji. Ale, tu akurat stoję po stronie krytyków ITI, władze klubu nie potrafiły po zeszłym sezonie przyznać się do błędu i cen dostosować do możliwości swoich klientów.

I dlatego na niedzielnym klasyku trybuny znów będą świecić pustkami.

piątek, 30 września 2011

Dżihad Legia

Wściekłość, niesmak i wielkie zdziwienie - te uczucia pojawiają się, gdy zaczynam myśleć o wczorajszym "zajściu" przed meczem Legii z Maccabi. Zajście, czyli oprawa "Dżihad Legia" napisane alfabetem stylizowanym na arabski, spotkało się z krytyką środowisk związanych z Gazetą Wyborczą już wczoraj wieczorem, dziś rano zaatakowała KP Legia, a w okolicach południa ukazało się oświadczenie SKLW, które, moim zdaniem, świadczy o tym, że cała ta oprawa, jest kolejną dobrze przemyślaną prowokacją.

Kibice układający oprawę doskonale wiedzieli jak zostanie ona odczytana, wiedzieli jak będzie wyglądał atak na nią i przygotowali, dziś rano albo i zawczasu oczywistą odpowiedź, która punktuje. Bo to wszystko prawda - o stereotypach, etymologiach i prawdziwych znaczeniach słowa "dżihad". Gdyby tylko nie było kontekstu, moglibyśmy przyznać działaczom SKLW rację. Tak samo, jak bez kontekstu, moglibyśmy uznać, że neofaszyści faktycznie lubią zamawiać piwo piątkami, a swastyka to przecież starohinduski znak szczęścia i dobra. Yeah, right. Gdyby tylko nie ten wredny hitelryzm.

Problem w tym, że zamiat krzyczeć o kibolach faszystach, rasistach, antysemitach itp., co udowodnić, na mój rozum, będzie ciężko, powinno się zwrócić uwagę na fakt, że cała ta oprawa jest po prostu wyrazem niezwykłego chamstwa i buty środowisk kibicowskich. Dlaczego Dżihad Legia? Bo możemy. I może moglibyśmy tego nie robić, ale nie chcemy się powstrzymać. Spośród tysiąca opraw wybraliśmy akurat tę, która w wymowie jest antyżydowska. Ciekawe jak się w tym momencie czuł Ohayon. Kibice wytłumaczyli mu co tak naprawdę znaczy dżihad?

Niestety. Jeśli KP Legia uważało, że z tymi ludźmi da się dogadać - teraz już wiedzą, że nie. Oni nie będą grać fair. Będą naciągać zasady, będą jeździć bo bandzie. Są zbyt sprytni żeby dać się złapać (tak jak w tym przypadku może być trudno udowodnić antysemityzm), ale nie będą przestrzegać zasad dobrego współżycia z klubem. Tyle, że Legia nie powinna teraz na siłę szukać paragrafów. Nie powinna reagować nerwowo, choć w pierwszym odruchu kusiłoby mnie, żeby zamknąć trybunę ultrasów i rozpędzić to smętne towarzystwo. Nie, zamiast tego KP Legia powinna zapamiętać, że z tymi ludźmi nie ma dialogu, nie ma negocjacji, nie ma ustępstw. Że jedyny "kompromis" jaki siedzi w ich głowach, to walka do zakończenia ajtiajowskiej "okupacji". Takie akcje jak wczorajsza, będą zdarzać się częściej.

A skoro tak, to co robić? Na przykład zwiększyć kontrolę, sprawdzać treść transparentów, zaostrzyć kurs antykibolski. Będzie protest? Najwyżej przestaną dopingować. Świat się od tego nie zawali.

PS. Ja jestem osobiście wściekły na to, że przez tych kretynów muszę odpuścić świetny mecz z Wisłą. Kiedy wczoraj zobaczyłem zdjęcia z oprawy i pomyślałem sobie, że o mały włos, a trzymałbym karton będący częścią tej haniebnej oprawy, zrozumiałem, że w pewnym towarzystwie jednak nie powinno się bywać. Kwestia smaku.

sobota, 24 września 2011

Legia zasługuje na więcejDla dobra Legii, oczywiście. Jakkolwiek z trudem mi to przychodzi, gdyż warszawski klub darzę całkiem sporą sympatią, wydaje mi się, że lepiej by było, gdyby trzy punkty zostały w Bełchatowie. Dzięki temu, mam wielką nadzieję, Maciej Skorża również zostałby w Bełchatowie. Albo gdziekolwiek indziej - na Łazienkowskiej miejsca już dla niego nie ma.

Nie tak dawno jeszcze wydawało mi się, przyznam bez bicia, że Skorża w Legii powinien zostać. Za dobry początek w lidze, niezły dwumecz z Gaziantepsporem i świetny ze Spartakiem Moskwa. Teraz wydaje mi się, że jego czas w Legii się skończył. Dlaczego? Ano z tych samych powodów.

Bo Legia udowodniła, że potrafi grać świetnie, agresywnie, z pełnym zaangażowaniem walczyć o każdy skrawek boiska. Potrafi pokazać charakter i wygrać przegrane spotkanie. Z drugiej strony Skorża nie udowodnił, że wie od czego to zależy. Mam coraz silniejsze wrażenie, że szkoleniowiec nie ma pojęcia co się dziej w szatni jego drużyny. Tam, jak i w jego głowie, musi panować kompletny chaos, z którego raz na jakiś czas wyłania się coś pięknego. Tyle, że przeciętność jest niestety zbyt, jak na taką drużynę, przeciętna.

Zupełnie osobnym argumentem za pozbyciem się Skorży jest Manu. Nie trawię tego piłkarza, szlag mnie trafia jak widzę jego całkowitą bezproduktywność, ale głównie dlatego, że ten trzydziestoletni nędzny piłkarzyna zajmuje miejsce utalentowanej legijnej młodzieży. Skorża z nastoletnich zasobów klubu nie potrafi, bądź boi się korzystać.

Legia, z tak ciekawym składem, młodymi talentami, stadionem i budżetem po prostu zasługuje na więcej.

PS. Karuzela się kręci. Odszedł Janas, przed chwilą pożegnaliśmy Jurija Szatałowa z Cracovii, policzone są już chyba dni Tomasza Kafarskiego w Lechii, teraz czas na Skorżę. Choć, tak na marginesie, nie zdziwiłbym się aż tak bardzo, gdyby wyprzedził go Jose Bakero z Lecha. Wczorajsze spotkanie, które w pełni potwierdziło moją teorią o braku charakteru poznańskiej drużyny, dało mi sporo satysfakcji, a przy tym pokazało, że Lech również zasługuje na więcej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24